wtorek, 23 maja 2017

Róże wibo ecstasy 1,2,3 - zdjęcia i swatche :)

Dzień dobry :)
U mnie tak to już jest, że dużo rzeczy kupuję, niektórych nawet używam, a nie podzielę się zdjęciami ani recenzją :D Dokładnie taką samą historię mają te róże - kupiłam je dawno dawno temu, kiedy tylko pojawiły się w rossmannie. Od razu udało mi się dostać numer 2 i 3, a dopiero z miesiąc później najpopularniejszy numerek 1. Każdy róż kosztuje 21,99, więc jak na wibo to nie ak mało, ale są duuużo lepsze niż te tańsze :D


Każdy róż jest w kartoniku, a opakowanie jest czarne, matowe z różowymi napisami. Nie wiem, czy tylko ja to zauważyłam, ale wydaje mi się, że kolory napisów się różnią i udaje mi się rozróżnić który jest który, jeśli się dobrze przyjrzę. Ale dużo łatwiej popatrzeć na numerek z tyłu opakowania :D Opakowanie jest bardzo solidne, niestety bardzo się brudzi. Jedno od początku mi się "dziwnie" zamyka - niby jest zamknięte i nie otwiera się, ale klika jak wieczko rozszczelnionego słoika :D Wszyscy wiemy, czym te maleństwa są inspirowane, więc nie będę na ten temat pisać :)


Róże zabezpieczone są sztywnymi folijkami, niestety jedna mi uciekła, bo zdjęcia robiłam na zewnątrz :D Każdy ma lustereczko - prawdziwe, szklane, nieoszukujące :)


Od lewej mamy numerki 1,2,3. 


Numer 1 to ten najbardziej podobny do wiadomo czego :D Jest taki lekko różowo-brzoskwiniowy z drobniuteńkim złotym shimmerem. Nie jest prasowany, a wypiekany, przez co ma taką lekko zbitą konsystencję, Jest najsłabiej napigmentowany z tej trójki - dokładanie warstw zwiększa błyszczenie, a nie intensywność koloru.


Numer dwa to taki troszkę brudny róż, prasowany. Jest ciemny i mega mocno napigmentowany, łatwo sobie nim zrobić krzywdę. Polecałabym go do chłodnych karnacji. W słońcu widać drobinki, ale nie są widoczne na polikach,

 

3 jest typową cegłą. Ja nie lubię takich kolorów, ale dobrze wygląda z "ciepłymi" oczami. Drobinki również nie są widoczne na twarzy. Pigmentacja powalająca, tak samo jak 2.


Wszystkie róże są bardzo, bardzo trwałe. Czasem wracam do domu i mam kompletnie starty podkład, a róż dalej na miejscu :)


Powyżej mamy swatche od góry 1,2,3 z chmurkami i ze słoneczkiem :D Jak widać dopiero w słońcu 1 pokazuje swoją moc. 2 i 3 nakładałam pędzlem, a 1 palcem bo pędzel zostawiał tylko drobinki. To dlatego, że miałam akurat pod ręką syntetyczny pędzelek widoczny na zdjęciu. 1 zdecydowanie lepiej współpracuje z pędzlem naturalnym.



Miałyście, testowałyście? Dajcie znać w komentarzach :)