środa, 14 grudnia 2016

Paleta Fabulous od Lovely :)

Hej hej, dzisiaj mam dla Was recenzję jednej z nowych palet marki Lovely. Kupiłam ją już dawno temu, ale jak zwykle nie mogłam się zabrać.
Paleta zawiera 12 cieni, kosztuje deko ponad 30 złotych i jest dostępna w rossmannie.

Paletkę dostajemy zabezpieczoną kartonowym opakowaniem - w środku jest metalowa. Niestety nie da się nie skomentować faktu, że palety te są mocno inspirowane paletkami Too Faced - metalowe opakowanie, identyczny układ cieni, szata graficzna.. no cóż :D


Z tyłu opakowania mamy opis i poglądowy obrazek z nazwami cieni - fajna opcja, może chociaż kilka pań nie otworzy opakowania (co niestety jest plagą) :)



Jak widać paleta jest bardzo ładna i solidnie wykonana. W środku znajdziemy malutkie lustereczko (jak w too faced :D) oraz "liścik", a w nim...


Instrukcje wykonania makijaży z jakimiś dziwnymi zdjęciami jak z gazety znalezionej na strychu :D Ogólnie nic pięknego jak dla mnie :D Ogólnie strasznie w tych opisach i na tej karteczce i na opakowaniu nasłodzone. Nadmiar słów takich jak "beautiful" "sexy" "fabulous" kojarzy mi się z opisami na aliexpress :)



Spodobało mi się to, że każdy cień jest podpisany w palecie (jak w Too Faced :D) a nie na folijce, czy tylko na opakowaniu, ponieważ zwykle to gubię :) Na pierwszy rzut oka cienie wyglądają przepięknie - paleta wydaje się być uniwersalna. Znajdziemy tu cienie matowe, satynowe jak i całkiem błyszczące. Jasne, ciemne i pośrednie  - do wyboru do koloru. Niestety na oku już nie jest tak różnorodnie. Jak dla mnie wyglądają praktycznie tak samo. Nie są zbyt rewelacyjnie napigmentowane. Z brokatowych cieni ciężko wydostać taki blask jak widzimy na zdjęciu z lampą. Niestety, bo miałam dosyć spore oczekiwania, ponieważ za tą cenę można dostać już całkiem przyzwoitą paletę, czy kilka dobrych pojedynczych cieni.

Prezentuję to, co udało mi się nimi zmalować (chociaż w sumie średnio się udało :D)
Trwałość też mnie rozczarowała - po kilku godzinach na uczelni na oku nie było totalnie nic. Przepraszam za słaba jakość zdjęć, niestety robione telefonem.




'

Pozdrawiam i do następnego :)


piątek, 11 listopada 2016

Pierwsza ale na pewno nie ostatnia płytka od nicole diary:)

Hej hej ;)
Już chwilę temu dotarła do mnie płytka z aliexpress firmy (?) nicole diary. Zamówiłam ją po tym jak zobaczyłam zdjęcia i link na jakiejś facebookowej grupie o zakupach na tymże portalu. Kosztowała mnie około 90 centow.

Płytka przyszła do mnie w dość dużej kopercie wraz z etui z takiego plastikowanego kartonika :D co mnie zdziwiło, płytka nie była umieszczona w opakowaniu i raczej nie jest możliwe żeby z niego wypadła w transporcie bo pasuje do niego na wcisk.

Potem nastąpił mój ulubiony moment - ściąganie warstwy ochronnej :D płytka jest bardzo dobrej jakości. Ma zaokrąglone brzegi i naklejkę pod spodem, co zapobiega skaleczeniu się i ślizganiu się płytki po podłożu podczas ściągania nadmiaru lakieru. Płyteczka wygląda tak:


Przetestowałam ją na mani hybrydowym, Ale jak zwykle zapomniałam zrobić zdjęć. Mam nadzieję że nie obrzydze czytelników zbytnio tym paskudnym odrostem:D do tego zdobienia użyłam lakierów semilac - odcienie cinnamon coffee i gold disco na małym palcu oraz cyrkonii z aliexpress. Zapraszam ;)







poniedziałek, 17 października 2016

Pokemon wydanie 2 ;)

Dawno dawno temu na moim blogu pojawiło się zdobienie inspirowane pikachu ;) z racji tego że pojawiła się gra pokemon go pokemony wróciły do łask i na paznokcie ;)

Na instagramie Pana lakiera, czyli maskotki marki Golden Rose pojawił się konkurs na pokemoniaste mani. Jako że jestem bardzo słaba w ręcznych rysunkach oczywiście konkursu nie wygrałam, ale świetnie się bawiłam rysujac ;)

Tu wstawiam zdjęcia żeby pocieszyć Wszystkich którzy myślą że nie potrafią malować ręcznie wzorów ;D







czwartek, 6 października 2016

Łupy z natury ;)

Od początku byłam fanką wielkich wyprzedaży w rossmannie - kupowałam wtedy sporo rzeczy nie myśląc nawet o tym czy są mi potrzebne. Niektóre z tych kwiatków dalej leżą nieuzyte lub poszły w kosz czy też do znajomych. I z mega promocji robiła się w ogóle niepromocja skoro używam mniej niż połowy rzeczy a za wszytko zapłaciłam ;)
Trochę się już nauczyłam - przed promocjami szukam nowości, czytam opinie i nie kuszę się na byle co ;)

Ostatnio promocjami kusi nas też sieć drogerii natura. Tylko nie odbywa się to tak masowo. Przecenione są wybrane marki - niektóre dają nam 40 procent, inne 20 a inne promocje typu "1+1" czy rabat przy zakupie konkretnej rzeczy. Według mnie jest to dużo lepsze rozwiązanie. Każdy idzie sobie do drogerii wtedy kiedy są rzeczy które to interesują i nie ma takich tłumów i walk jak w rossmannie ;) nie ma też pootwieranych produktów - może dlatego ze w naturze mamy do obmacania więcej testerów. Ogólnie wolę naturę ale w rossmannie też byłam, ze względu na inny asortyment.

W dzisiejszym poście chciałam pokazać co wylądowało w moim zielonym koszyczku ;)

Kobo to marka dostępna wyłącznie w naturze. Jedna z moich ulubionych ;) skusiłam się na fixer - z poprzednim miałam problemy ale czytałam ze nikt nie miał podobnych więc dałam mu drugą szansę. O paletce do strobingu czytałam dużo dobrych rzeczy - ma genialną pigmentacje i róż przepięknie opalizuje, ale niestety nie umiem tego używać - robię klauna ze szok. Jak ktoś udziela korepetycji z konturowania to jestem bardzo chętna:) pigment Sea shell jest cudny do rozswietlania wewnętrznego kącika. Matowe pomadki to absolutny hit - z tej edycji brakuje mi tylko jednego koloru ;) oprócz promocji -40 na całą markę był jeszcze bonus - przy zakupach za minimum 30 złotych można było dostać tusz za 9,90 - z promocji skorzystałam a co z tego wynikło to dam znać ;)




My Secret też jest marka którą bardzo lubię ' mega tanie kosmetyki, a jakość porównywalna z dużo droższymi markami. Szczególnie uwielbiam ich paletki cieni (brakuje mi tylko jednej ze wszystkich jakie tylko powstały:)) i wodoodporne linery w pisaku. Kupiłam puder prasowany z nowej kolekcji - na razie się z nim lubię, choć jest deczko za twardy; oraz rozswietlacz w kremie - na razie jestem zadowolona.



Kamuflażom z catrice jestem wierna już od długiego czasu. Do tego była promocja na podkład za połowę ceny przy zakupie kamuflażu. Chciałam wypróbować kamuflaż kremowy i nowy płynny podkład ale niestety żadnego nie było w ofercie więc Pani poleciła mi podkład ze zdjęcia. Nie wiem dlaczego zaufałam komuś ze źle dobranym podkładem. Teraz żałuję - jest sporo za ciemny - poleci do bratowej ;)


Puder ze smart girls get more wzięłam impulsywnie ale chyba się nie pokochamy:D


Upolowałyscie coś fajnego w naturze? ;)





niedziela, 19 czerwca 2016

INDIGO - kolekcja NEON :)

Hej hej ;)
Ostatnio na instagramie udało mi się wygrać secik lakierów od INDIGO. Kolekcja nosi nazwę NEON i zawiera 5 kolorów, których na pewno nie nazwałabym neonowymi :)
Neon kojarzy mi się z czymś co daje po oczach, dla mnie neon to kolory kamizelek odblaskowych i kolorowych zakreślaczy.
Myliłam się chyba, bo te 5 kolorów naprawdę rzuca się w oczy. Są piękne, elektryzujące, przyciągające spojrzenia.. i nic więcej nie powiem - zapraszam do oglądania ;)


Prawda że piękne? Idealne na lato. Będą się świetnie komponowały z opalonymi łapkami. Plus cudownie wyglądają w słońcu, co udało mi się uchwycić na zdjęciach :)



Pierwszy odcień - tutti frutti. Lila - róż, cukiereczek że szok :)


Następny z kolekcji - neon blue. Ten który wydaje mi się najmniej neonowy i jednocześnie ten, który pierwszy wylądował na moich pazurach :) Niestety pod wpływem emocji zapomniałam o bazie i teraz mogę się pochwalić trupimi palcami - skurczybyk zafarbował mi całe pazury na niebiesko :O


Watermelon - arbuzowy neonowy :D Najbardziej neonowy z całej kolekcji. Nakładałam już na wzornik i pięknie kryje po dwóch cienkich warstwach. Piszę o tym, bo mam kilka podobnych odcieni i żaden nie ma ładnego krycia :x



Neon red - gdyby ktoś kazał mi sobie wyobrazić neonową czerwień, to myślę że wyglądałaby podobnie - intensywna z lekką domieszka pomarańczu :)



i ostatni już - neon pink. Słodki, piękny, intensywny róż. Po prostu roż jak różowa kredka i podstawowy kolor w paintcie :D




Czyż nie są piękne? :D



Niebieski zmyłam dzisiaj, czyli 8 dnia po pomalowaniu, bo pojawił się pierwszy odprysk. Mam nadzieje że wszystkie kolorki będą równie trwałe :)

Tu mamy zdjęcie z 6 czy 7 dnia, widać starte końcówki ale zero odprysków - takie lakiery lubię. Niezabezpieczony żadnym topem, może to by pozwoliło uniknąć starcia i byłoby idealnie :D


Jako następny post obiecuję swatche kolekcji, jak tylko pozbędę się niebieskich przebarwień z paznokci i palców :)

P.S. spodobało mi się fotografowanie lakierów! Dajcie mi koniecznie znać w komentarzach, jak i pod postem na facebooku i instagramie, czy chciałybyście poczytać i pooglądać co mam w swoich zbiorach :) 

Buziaki , paaa ;***

poniedziałek, 30 maja 2016

Monte balanced - Hit czy kit? ;)

O jedzeniu tutaj jeszcze nie było :))

Ale mój blog jest kobiecy, prawda?
Rzecz, którą dzisiaj dla Was mam również uważam za kobiecą.

My, kobiety uwielbiamy hasła "mniej kalorii" "mniej cukru", "mniej tłuszczu", prawda?
Kochamy też czekoladę, wszystkie, bez wyjątku!

Dobrze nam znany deser monte nadchodzi w nowej wersji.

  • 30% mniej kalorii niż w klasycznym monte
  • aż 50 % mniej tłuszczu oraz mniej cukru
  • 36% więcej białka.
  • zero barwników, żelatyny, konserwantów i glutenu.
Czy to nie brzmi wspaniale? 

Mój zestaw startowy zawiera 6 sześciopaków, 3 dla mojej rodziny i 3 do rozdania :) 
Do domu dowiozłam już okrojony, po drodze znalazłam chętnych na spróbowanie 



Po wejściu do domu od razu postanowiłam spróbować i wiecie co? Jest pyszne <3
Faktycznie, troszkę się różni od klasycznej wersji (którą swoją drogą uwielbiam) - jest delikatnie mniej intensywne w smaku i delikatnie mniej słodkie.




Ale czy to nie jest słuszna cena za tak świetny skład i wartości odżywcze? :)



Oczywiście pierwszymi w kolejce do testowania były moje dzieciaczki ( 6 i 9 lat). I wiecie co? W ogóle nie czują różnicy w smaku.




Receptura Monte Balance jest zgodna z EU Pledge, czyli porozumieniem producentów żywności w Europie, które wyznacza standardy składów żywności dla dzieci do 12 roku życia. Głównie na tej grupie planuję się skupić, prowadząc badania. Ale nie ma co kryć, dorosłym też bardzo smakuje :)

Do deserków dzieciaki dostają naklejki z kung-fu pandy ;))



Karolek już spróbował i wypełnił ankiete. A wy? ;)